Bolesławiec
Cmentarz Komunalny w Bolesławcu

język angielski język polski



ZNANI POCHOWANI


BONIN HUBERT (1912 - 2008)

Urodzony w 1912 roku,  harcmistrz Hubert Bonin był we wrześniu 1939 roku żołnierzem broniącym Polski, potem członkiem tajnego harcerstwa, „Szarych Szeregów” i Armii Krajowej, wreszcie więźniem straszliwego kacetu Stutthoff.   Po okrutnych przeżyciach wyzwolony przez wojska amerykańskie powrócił do Polski, odziany w sfatygowaną wojskową bluzę, tzw. battledress.  Aktywność miał wpisaną w swój charakter, za namową przyjaciela  z macierzystej, bydgoskiej drużyny harcerskiej udał się więc na Ziemie Zachodnie, do Bolesławca.

       Tu uruchomił pierwszą w mieście drogerię. Ciągle myślał jednak o harcerstwie. To jego marzenie, dzięki uporowi i niespożytej, skautowej energii, nabrało realnych kształtów.  W zrujnowanym mieście powstała drużyna chłopięca. Niemal od pierwszych chwil podjęcia działalności bolesławieccy „Jedynkarze” na swego patrona wybrali Księcia Józefa Poniatowskiego. Z dumą nosząc jego imię poznawali życiorys słynnego polskiego wodza, którego historia w tak dziwny sposób splatała się z przeszłością naszego miasta. Tu bowiem w trakcie postępowania za zmuszonymi do odwrotu wojskami francuskimi dokonał żywota Michaił Kutuzow, przeciwnik Napoleona. A przecież w służbie cesarza śmierć poniósł Książę - wybitny polski żołnierz! Niestety, jego postać okazała się ideologicznie zbyt nieznośna dla władz politycznych w nowej, powojennej rzeczywistości.

       Dobitnie i jednoznacznie zasugerowano więc Hubertowi Boninowi konieczność zmiany osoby patrona. Drużyna przyjęła więc nowe imię – śląskiego pisarza, znanego wśród młodego pokolenia miedzy innymi z górniczych opowiadań, będących lekturami szkolnymi – Gustawa Morcinka. Nie uchroniło    to jednak samego drużynowego przed rychłym odsunięciem go  od pracy z młodzieżą, gdy nastał czas Organizacji Harcerskiej ZMP. On sam zresztą nie widział dla siebie miejsca w tej nowej formacji, naśladującej sowiecki ruch pionierski. Zniknęły wtedy harcerskie mundury, odrzucono Harcerski Krzyż, wprowadzając „czuwajkę” – znaczek, wzorowany na „postępowych” emblematach, gdzie koniecznie w centrum musiał płonąć jakiś ogień, a uzupełnienie artystycznej wizji stanowiła część stylizowanego koła zębatego i dorodnego kłosa – symbole jedynie słusznego sojuszu robotniczo-chłopskiego… Podobnie jak w drużynach pionierskich ubiór stanowiły teraz białe koszule, czerwone chusty i granatowe spodenki u chłopców, a spódnice u dziewcząt... Druh Bonin powraca do prowadzenia swojej ukochanej „Jedynki” dopiero po śmierci Stalina i zapoczątkowanych tym faktem, późniejszych zmianach polityczno-społecznych, w wyniku których odbył się w grudniu 1956 roku Krajowy Zjazd Działaczy Harcerskich w Łodzi, odtwarzający w znacznej części założenia programowe, a także tradycyjne odznaki i symbole harcerskie. Umożliwiono również oficjalne kontakty z młodzieżą przedwojennym instruktorom, odsuniętym wcześniej przez władze OH ZMP jako przedstawicielom „elementu niepewnego, burżuazyjno-kułackiego”.

      Po wizycie Druha Huberta w harcówce i dawnym magazynku okazało się, iż wiele pamiątek z minionego okresu życia drużyny bezpowrotnie przepadło. Na szczęście zachowała się spora ilość uzbieranego i naprawionego niegdyś sprzętu biwakowego, pamiętającego jeszcze czas wojennych zmagań. Ocalały więc wojskowe namioty z demobilu, noszące często nadruk US Army, sfatygowane - ale ciągle dobrze służące żołnierskie tornistry i brezentowe mapniki. Szybko uzupełniono zapas sienników, napełnianych na miejscach pobytu słomą lub sianem -  i można było ruszać w pole. Wyposażenie to bowiem pozwalało na powrót do wędrówek, biwaków, a zwłaszcza obozów letnich.  

       Wkrótce drużyna dysponowała własnym, pięknie wyhaftowanym przez żonę Druha Bonina sztandarem, zaś poszczególne zastępy, noszące między innymi imiona Szarych i Burych Wilków – posiadały barwne, trójkątne proporce. Przemarsze „Jedynkarzy” zawsze miały swoją specyficzną oprawę muzyczną. Tworzyły ją dźwięki fanfar i donośny rytm, wybijany przez werblistów. Co ciekawe – kilka posiadanych werbli stanowiły instrumenty, pozostawione jeszcze przez Niemców w siedzibie Hitlerjugend. Zostały tam odnalezione przez myszkujących wszędzie chłopców i przyniesione do harcówki. Najstarsi mieszkańcy Bolesławca pamiętają paradne przemarsze drużyny, którymi zresztą zawsze poprzedzała ona swoje wyjścia na biwaki i piesze wędrówki.

        Umundurowani regulaminowo harcerze w okresie Świąt Wielkiej Nocy pełnili też wartę honorową przy Grobie Pańskim. Harcmistrz Hubert Bonin sprawował różne funkcje w hufcu, będąc nawet zastępcą komendanta całej tej jednostki organizacyjnej ZHP. Niestety, w okresie przesileń politycznych człowiek, który położył podwaliny pod bolesławieckie harcerstwo okazywał się niewygodny. Musiał rezygnować z działalności, ponieważ nie godził się na to, czego od niego oczekiwano. Żył jednak zawsze sprawami społecznymi miasta, a zwłaszcza harcerstwa. Jako były członek Szarych Szeregów – żołnierz Września i Armii Krajowej gotów był zawsze służyć swoją wiedzą, doświadczeniem  i zaangażowaniem Polsce.

        Kiedy tylko sytuacja okazała się sprzyjająca, powrócił do czynnego życia instruktorskiego, jeszcze w latach dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku organizując obozy 1 Bolesławieckiej Drużyny Harcerzy i samodzielnie prowadząc tą jednostkę. Był wielkim, a jednocześnie niezwykle skromnym, honorowym Obywatelem Bolesławca…

Opracował: Zdzisław Abramowicz

 

GRABE CEZARY (1953 - 2015)

 

 

Cezary GRABE urodził się w Pile 11.02.1953r Po przeprowadzeniu się do Bolesławca uczęszczał do Szkoły Podstawowej nr 1. Ukończył też Zespół Szkół Budowlanych o kierunku betoniarz-zbrojarz z wynikiem bardzo dobrym. W roku 1974 ożenił się z Zuzanną z d.Golec, z którego to małżeństwa mają dwójkę dzieci Piotra i Małgorzatę. Swoją sportową karierę z BKS-em Bolesławiec rozpoczął w latach 70-tych. Był on wychowankiem klubu występującym na bocznej obronie (prawa, lewa). Pracował w Zakładach Górniczych „Konrad” w Iwinach, który to zakład częściowo zwalniał z pracy piłkarzy na treningi w tym również Czarka Grabe. W żargonie piłkarskim wśród kolegów i przyjaciół nazywany był „kostek”. W składzie BKS-u Bolesławiec występował w latach 1972r – 1988r. W latach 1989r – 1991r pełnił funkcję asystenta trenera I drużyny seniorów. Następnie w latach 1991r – 1997r pełnił funkcję kierownika drużyny oraz trenera bramkarzy juniorów a następnie juniorów starszych. Ostatni mecz rozegrał wraz ze swoim synem Piotrem w 1994r w II drużynie BKS-u. Oboje zagrali na obronie. To był jego ostatni pożegnalny mecz. Wówczas zaczął zmagać się z chorobami w których lekarze byli bezsilni. Odszedł od nas 16.02.2015r.

 

MRÓZ WŁADYSŁAW (1897 - 1954)

Podpułkownik Władysław Mróz, zawodowy oficer Wojska Polskiego w stopniu majora dowodził we wrześniu 1939 roku I batalionem 5 pułku Strzelców Podhalańskich w Armii „Kraków” generała brygady Antoniego Szyllinga. Po niezwykle krwawych walkach pod Broniną, gdzie poległo wielu polskich oficerów i ich podwładnych, został uznany za zaginionego. W istocie jednak kontuzjowany przeżył i po trudnym powrocie w rodzinne strony podjął służbę w patriotycznym Podziemiu, w niepodległościowej konspiracji na terenie Drohobycza. W swoim pamiętniku kobieta - żołnierz Armii Krajowej, Anna Okoń „Grzechotka” wspomina go jako człowieka niezwykle prawego, skromnego, bez reszty oddanego sprawie wolności i niezawisłości kraju. Uczynny i odważny, przeżywał szczególnie boleśnie każdą śmierć swoich podwładnych, przecież nieuniknioną w dobie zbrojnej walki. Jego samego nie opuszczało wojenne szczęście. Zagrożenie dla całej drohobyckiej, akowskiej struktury stanowili nie tylko Niemcy, dwuznaczną podstawę wobec Polaków prezentowali też partyzanci sowieccy. W sposób tragiczny zaowocowało to powojennymi wydarzeniami. 
          Podpułkownik Mróz, który kilkakrotnie uniknął w ogniu walki i konspiracyjnej działalności pewnej śmierci, stał się jedną z wielu tysięcy ofiar rodzimej „bezpieki” i jej enkawudowskich „opiekunów”. Kiedy wojska hitlerowskie opuściły Drohobycz, za oddziałami liniowymi Armii Czerwonej do miasta weszły natychmiast jednostki NKWD. Dla wielu polskich patriotów przyniosły tragiczny kres ukrywania się. Oni już nie dożyli wyjazdu w nieznane - na nowe polskie tereny, położone daleko przy zachodnich rubieżach kraju...  
         Podpułkownik Władysław Mróz zdołał opuścić Drohobycz jako obywatel Lutański i pod takim nazwiskiem przyjechał do Bolesławca. Tym samym transportem do tegoż miasta przybyła jego akowska podwładna, Anna Okoń Lewandowska. Tu pracowali razem w Bolesławieckich Zakładach Materiałów Ogniotrwałych. Obywatel „Lutański” został jednak rozpoznany i aresztowany przez miejscowy Urząd Bezpieczeństwa.
          Podpułkownik Władysław Mróz zmarł w dniu piętnastej rocznicy napaści hitlerowców na Polskę, 1 września 1954 roku. Jak znacznie później doniesiono rodzinie, jego śmierć była wynikiem podawania mu jakiegoś specyfiku przez lekarza aresztu, który zniknął z Bolesławca w roku 1956. Dzisiaj na skromnym grobie swojego towarzysza broni kwiaty składają żołnierze z Koła Miejskiego Światowego Związku Żołnierzy AK, o jego mogile pamięta też zawsze mieszkająca daleko od Bolesławca córka.
        Grób znajduje się pod stałą opieką harcerek i harcerzy z Hufca ZHP  im. Szarych Szeregów w Bolesławcu.
 
                                                          Zdzisław Abramowicz
 

NIEBIESZCZAŃSKI KAZIMIERZ (1942 - 2006)

Kazimierz Niebieszczański     ( 1942   -  2006 )

Kazimierz Niebieszczański z gospodarką komunalną i  pracą w Miejskim Zakładzie Gospodarki Komunalnej związany był od 16.04.1984 roku. Początkowo na stanowisku zastępcy dyrektora ds. technicznych a następnie dyrektora. Od 01 lipca 1998 roku w wyniku przekształcenia zakładu w spółkę, został powołany na stanowisko prezesa zarządu. Jego praca zawodowa została doceniona i uhonorowana licznymi nagrodami i wyróżnieniami, między innymi w 2004 roku został laureatem ogólnopolskiego konkursu „Dyrektor Przedsiębiorstw Gospodarki Komunalnej”.
Kazimierz Niebieszczański  w wyborach samorządowych w 1998 roku został wybrany na radnego Rady Powiatu Bolesławieckiego, gdzie szczególnie mocno wspierał i inicjował działania na rzecz rozwoju gospodarczego Bolesławca i Powiatu Bolesławieckiego.
Kazimierz Niebieszczański był człowiekiem konsekwentnym w działaniu, otwartym na problemy współpracowników, powszechnie cenionym i lubianym.

 

PIĄTKOWSKI LEON (1922 - 1983)

Leon  Piątkowski

     Urodził się 26 VI 1922 roku w Przeworsku . Już w 1934 r. wstąpił do ZHP a potem do PTK. Przynależność do tych organizacji ukształtowała w nim poczucie piękna i wartości  przyrody I znaczenie krajoznawstwa. W czasie okupacji w 1943 r. wstąpił do Armii Krajowej. W tym czasie   zorganizował  3  zastępy   „ Szarych Szeregów” w Krakowie – Prokocimiu sprawując  nad nimi opiekę. Na początku 1945 roku zgłosił się do Wojska Polskiego a po przeszkoleniu podoficerskim zawędrował z pułkiem do Bolesławca. W  Bolesławcu  po  opuszczeniu służby wojskowej  osiadł  się   na  stałe  i mieszkał w tym mieście  do  śmierci.  Był zatrudniony w  różnych  miejscach. Najdłużej,  bo  ostatnie 21 lat swojego   życia    przepracował w zakładach „Konrad” w Iwinach na  stanowisku  referenta administracyjnego.

       Był  człowiekiem  wielkiej i  różnorodnej  aktywności.   Zakładał Koła PTTK, współdziałał z Ligą   Przyjaciół  Żołnierza, był  członkiem  Polskiego Towarzystwa Archeologicznego  pod wpływem którego  opracował  wartościową  dokumentację  Wałów  Śląskich  i 16  grodzisk. Najwięcej  jednak działał  dla ochrony przyrody.  Prowadził  ożywioną działalność w zakresie propagandy   ochrony    środowiska,    zabezpieczenia   licznych    drzew     pomnikowych  i zabytkowych parków. Wiele   publikował m.in. w   „Przyrodzie Polskiej”   „ Z  otchłani wieków” .Pasjonował  się  linorytami-wykonywał pieczęcie  okolicznościowe i  exlibrisy. Prowadził   szczegółowa dokumentację swojej  działalności   krajoznawczo-przyrodniczej liczącą  ok.  30  tomów zapisków, rysunków itp.

     Zmarł w Bolesławcu 29 VIII 1983 roku i został pochowany w Alei Zasłużonych. Za swoją działalność został uhonorowany licznymi odznaczeniami w tym Brązowym Krzyżem   Zasługi,  odznakami  LOP,PTTK i regionalnymi.

 

PUKANTY STEFAN (1916 - 2009)

STEFAN PUKANTY (1916 -2009)

        Porucznik Stefan Pukanty, ps. „STEN”, kapral przedwrześniowego Wojska Polskiego i dowódca oddziału Armii Krajowej w rodzinnych Wrzawach okręg Tarnobrzeg. Wkrótce po zakończeniu działań wojennych został aresztowany i osadzony w areszcie Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. Był okrutnie pobity już w trakcie „powitalnego” przesłuchania. Miał ujawnić nazwiska podwładnych, ale mimo potwornego bólu i naturalnego lęku nikogo nie wydał. Zamknięto go na piętrze z drugim aresztantem, skąd jednak w nocy obydwaj uciekli przez okno. Niestety, lina spleciona z jakichś kawałków szmat pękła i schodzący po niej jako drugi Stefan upadł na plecy. Nie mógł o własnych siłach kontynuować ucieczki, więc prosił kolegę, by go zostawił i ratował siebie. Ten jednak najpierw pomógł rannemu dowlec się do jakiegoś domu - i dopiero odszedł.

         Następnej nocy Stefana Pukantego potajemnie przewieziono do przygotowanej skrytki  w jego domu. Tam matka leczyła go, jak umiała, domowymi sposobami. Okolicę przetrząsali funkcjonariusze UB, nachodzący codziennie matkę i sąsiadów. Stefan wiedział, że w każdej chwili może dojść do szczegółowej rewizji – musiał zniknąć.

        Organizacja zaproponowała mu ucieczkę za granicę drogą morską, z której miał zamiar skorzystać. Jednak najbardziej martwił go los matki i młodszego brata – nie chciał ich samych zostawić bez możliwości pomocy i wsparcia. Otrzymał więc dowód na nazwisko Zarębski Stefan i potajemnie wyjechał do Bystrzycy Kłodzkiej, gdzie został kierownikiem gospodarstwa rolnego i instruktorem w szkole rolniczej w pobliskiej Łomnicy Starej. Jak na ironię właśnie tam zamierzano skierować go na trzymiesięczny kurs, dający uprawnienia prokuratorskie ...

     Tak wspominał po latach reakcję na tą propozycję : „To było dla mnie tak szokujące, że aż śmieszne. Pewnie gdybym został tym prokuratorem, to najpierw siebie musiałbym oskarżyć jako wroga Polski Ludowej i Związku Radzieckiego”.

       Drugie aresztowanie Stefana Pukanego miało miejsce, gdy wracał z pracy w gospodarstwie. Idąc do mieszkania minął przy wejściu na podwórko nieznanych mu osobników – ale na odwrót było za późno. Dwóch kolejnych czekało już w środku. Został natychmiast skuty i przewieziony samochodem do Wrocławia.

      Przeżył trzy miesiące koszmarnego śledztwa, bicia, kopania, jakiś konfrontacji z ludźmi których znał, ale też i całkiem obcych. Wożono go z Wrocławia do Tarnobrzegu, a później także do Rzeszowa, zawsze skutego i pilnowanego przez uzbrojonych ubeków. Oprócz potwornego, nieludzkiego bicia przystawiano mu często broń głowy i straszono, że będzie zastrzelony za próbę ucieczki. Pewnego razu śledczy ostrymi końcami złamanej w trakcie bicia linii rozorali Stefanowi całą twarz. Przeżył też wielotygodniowy pobyt w jakieś mokrej piwnicy bez podłogi.    

      Próbowano go także złamać poprzez podstawianych, niby życzliwych mu rzekomych współtowarzyszy niedoli. W końcu doszło do procesu. Sądzony był wraz z kilkunastoma kolegami w procesie pokazowym przez sąd woskowy w Rzeszowie. Między nimi także jego młodszego o dziewięć lat brata. Zapamiętał potworny, psychiczny ból, gdy dwuletnia córeczka brata chciała zawiązać sznurówki u jego butów, gdy prowadzili go na rozprawę. Dziecko zostało brutalnie odepchnięte przez konwojenta.

        Zapadły wyroki od dwunastu do piętnastu lat wiezienia, a Stefan Pukanty, dowódca oddziału – został skazany na karę śmierci. Ocaliły go zmiany w Polsce - nastał Gomułka i ogłoszono amnestię dla więźniów politycznych. Karę śmierci zamieniono Stefanowi na piętnaście lat więzienia… Po latach upokorzeń i szykan doczekał Polski wolnej. Zmarł w Bolesławcu w 2009r. i tu został pochowany.

 

Opracował: Zdzisław Abramowicz

 

TYRANKIEWICZ HELENA (1886 - 1969)

Helena i Wincenty Tyrankiewiczowie

Helena Teresa Olga z Szaferów i Wincenty Tyrankiewiczowie  w Bolesławcu zamieszkali  w 1947 roku. Przybyli tu już jako dojrzali ludzie i doświadczeni nauczyciele. Ich drogi zawodowe były związane ze szkołami różnego typu i różnymi instytucjami oświatowymi. Pracę w Bolesławcu zaczynali od organizowania wszystkiego, co było potrzebne do rozpoczęcia nauki w Powiatowym Gimnazjum i Liceum (dziś I Liceum Ogólnokształcące). Bolesławiec wybrali spośród kilku miast, w których mogli pracować i zostali tu do końca swoich dni – Wincenty Tyrankiewicz zmarł 20 października 1964 roku, a Helena 30 września 1969 roku. Oboje zostali pochowani na Cmentarzu Komunalnym w Bolesławcu.

Helena  Tyrankiewiczowa  urodziła  się 19 marca 1885 r. w Mielcu. W 1902r. ukończyła  pensję  żeńską.  Maturę  zdała w  szkole realnej  w Tarnowie  w 1906 r.
W latach  1907-1912  studiowała  ( z przerwami)  na Wydziale  Filozoficznym  Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Do  studiów  wróciła  w  r. akad. 1922/1923.  W  1934 r. ukończyła dwuletnie  Studium  Pracy  Społeczno – Oświatowej  Wydziału  Pedagogicznego  Wolnej  Wszechnicy  Polskiej,  a w 1937  -  czteroletni  kurs  Wydziału  Pedagogicznego  i na  ich podstawie  otrzymała  dyplom  nauczyciela potwierdzający jej kwalifikacje  do  nauczania  pedagogiki  i  propedeutyki  filozofii  w szkołach średnich
i  seminariach  nauczycielskich.  Jednak pracę jako nauczycielka rozpoczęła już w r.1912. Do II wojny światowej pracowała  m. in. w prywatnej koedukacyjnej szkole Marii Ramultowej w Krakowie, Prewencyjnym Gimnazjum w Zakopanem, Państwowym  Męskim Seminarium Nauczycielskim w Ursynowie, szkole powszechnej w Warszawie.
Po wybuchu wojny kontynuowała pracę w szkole powszechnej, ale prowadziła również komplety tajnego nauczania historii i literatury polskiej. 17 marca 1941r. została aresztowana i uwięziona na Pawiaku, a 27 września  wywieziona do karnego obozu ciężkiej pracy przymusowej w Ravensbruck.  Współwięźniarki nazywały ją „Mickiewiczem”, co charakteryzuje jej postawę i działalność w trudnych warunkach obozu – dzieliła się swoją wszechstronną wiedzą ,  przygotowywała inscenizacje teatralne i obchody rocznic historycznych. Obóz wyzwolono w kwietniu 1945r., a ona już w czerwcu zgłosiła się do pracy – podjęła ją w gimnazjum w Goszczynie, gdzie pracował już jej mąż Wincenty Tyrankiewicz. Po przybyciu do Bolesławca do przejścia na emeryturę w 1955r. uczyła języka angielskiego i matematyki. Po zakończeniu pracy zawodowej zapisywała swoje wspomnienia, pisała recenzje książek, które miały być przeznaczone do celów szkolnych. Prowadziła bogatą korespondencję z towarzyszkami obozowego losu, m. in. Marią Hiszpańską-Neumann i Józefą Bergmann. Po śmierci męża zabiegała o utworzenie Funduszu Zapomogowo-Stypendialnego im.Wincentego Tyrankiewicza, które istnieje do dzisiaj w I Liceum Ogólnokształcącym w Bolesławcu jako Stypendium H. i W. Tyrankiewiczów i jest wręczane każdego roku w październiku uczniom i absolwentom osiągającym wyróżniające wyniki w różnych dziedzinach nauki i sportu. Podstawą stypendium jest testament napisany przez Helenę Tyrankiewiczową 5 grudnia 1966r.  Słowa testamentu „Wszystko, co po mnie zostanie, przeznaczam na Fundusz Zapomogowy…” umieszczono na nagrobku małżeństwa Tyrankiewiczów.   

Wincenty Tyrankiewicz urodził się 11stycznia 1887r. w Sołotwinie (ówczesna Galicja). W 1907r. ukończył gimnazjum w Stanisławowie. W latach 1907-1911 studiował chemię i biologię na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego, a jednocześnie w latach 1909-1911 – w Studium Wychowania Fizycznego przy UJ. Po otrzymaniu absolutorium na Wydziale Filozoficznym kontynuował naukę na Wydziale Lekarskim jako stypendysta uniwersytetu. Ze względu na stan zdrowia w 1914r. przerwał studia. W 1917r. powrócił do studiów biologicznych na Wydziale Rolniczym UJ i po dwóch latach zdał egzamin państwowy, uzyskując dyplom nauczyciela chemii, biologii i wychowania fizycznego. Pracę nauczyciela podjął – podobnie jak jego żona-już w 1912r. Pracował m. in. w prywatnej szkole Ramultowej w Krakowie, Gimnazjum im. J. Sobieskiego w Krakowie, prywatnym gimnazjum w Piotrkowie i gimnazjum w Zaciszu, organizował Seminarium Nauczycielskie w Chełmie Lubelskim, a od 1922r. podjął pracę w Seminarium Nauczycielskim w Ursynowie (wówczas pod Warszawą). Następnie pracował w Państwowym Gimnazjum im. J. Lelewela w Warszawie. Do grudnia 1939r. pracował w Kuratorium Okręgu Szkolnego Warszawskiego. W czasie okupacji organizował tajne komplety w Dąbrówce (obecnie część Warszawy) oraz Goszczynie (do stycznia 1945r.). W latach 1945-1947 organizował Gimnazjum Gminnej Rady Narodowej w Goszczynie, a po jego zlikwidowaniu poprosił o zgodę na przeniesienie się na „Ziemie Odzyskane”.   Okres bolesławiecki Wincenty Tyrankiewicz rozpoczął od zgromadzenia niezbędnego wyposażenia szkoły i zebrania zespołu nauczycielskiego Powiatowego Gimnazjum i Liceum. Sam uczył chemii i biologii oraz fizyki, astronomii, geologii i nauki o Polsce. Prowadził bibliotekę szkolną, która dziś nosi jego imię. Zgromadził bogate zbiory mineralogiczne i geologiczne. Spisywał również swoje pedagogiczne doświadczenia – był m. in. współautorem opracowań dotyczących dydaktyki wychowania fizycznego. Wśród tekstów Wincentego Tyrankiewicza są  rozważania o szczęściu, sztuce i pięknie. Pozostawił po sobie ok. 850 prac plastycznych. Zawodowo pracował do końca życia.  

Helena i Wincenty Tyrankiewiczowie pozostają w pamięci uczniów jako ludzie mądrzy, starannie i wszechstronnie wykształceni, niezwykle zaangażowani w sprawy młodzieży, nauczyciele, którzy umieli słuchać, obserwować i dyskretnie  pomagać.
27 września 1979r. ówczesna  Miejska Rada Narodowa w Bolesławcu na wniosek  Komitetu Rodzicielskiego i Dyrekcji Liceum Ogólnokształcącego podjęła uchwałę 
o nadaniu ulicy, przy której znajduje się szkoła, nazwy H. i W. Tyrankiewiczów. 1czerwca 1984r. imię Wincentego Tyrankiewicza  nadano bibliotece i czytelni szkolnej I Liceum Ogólnokształcącego w Bolesławcu.  Zarówno szkoła, jak i miasto wiele zawdzięczają obojgu.

Opracowano na podstawie: E. J. Maliński, Helena i Wincenty Tyrankiewiczowie (szkic biograficzny), Jelenia Góra 1989

 

TYRANKIEWICZ WINCENTY (1887 - 1964)

Życiorys wspólny - przy Żonie - > Helena Tyrankiewicz